| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
arturborat
Dołączył: 29 Mar 2009 Posty: 29
|
Wysłany: 07 Cze 2009, 8:18 Temat postu: |
|
|
| poszukiwany napisał(a): | | hehe jednak zle cie zroumiałem. Powiem ci wiecej mamy dokładnie takie same poglady. ja jak znajde miecz to oddam go do muzeum i powiem co i jak.Bo wiem ze bedzie z tego pozytek dla polski.Chodzi tylko o to zeby nie bac sie ze po zgłoszeniu my zostaniemy zgłoszeni jako przestepcy. |
Zarzut popełnienia przestępstwa może być w każdej chwili każdemu postawiony. Ale przede wszystkim - poszukiwanie zabytków porzuconych i ukrytych bez zgody WKZ nie jest przestępstwem, lecz wykroczeniem!!! A to szalona różnica!!! Podejrzenie popełnienia wykorczneia, a jego faktycznego popełnienie - to jednak całkowicie rózne sprawy. O wszystkim ostatecznie, w najgorszym przypadku, i tak decyduje sąd, a nie WKZ czy archeolodzy. Jednak już obawa, że osoba w dobrej wierze i zgdonie z przepisami zgłaszająca znalezisko może być potraktowana jako potencjalny sprawca wykroczenia świadczy o ułomności całego systemu. Restrykcyjność i chroniczna podejrzliwość to cechy państwa totalitarnego. Odnoszę niestety wrażenie, że w tym kierunku podążamy i to nie tylko w sprawie zabytków. Coraz więcej jest organów kontrolnych lub wręcz wyposażonych w narzędzia inwigilacji, coraz bardziej ogranicza się i koncesjonuje kolejne sfery aktywności i codziennego życia. Dlatego dla mnie ta dyskusja to nie tylko sprawa dotycząca kopania dołków, lecz czegoś więcej - filozofii państwa degenerującej się w stronę nadregulacji. Przejawia się to także w wielokrotnie podnoszonych propozycjach zrzeszania się poszukiwaczy. Ogólnie nie widzę w tym nic złego, sam należę do kilku stowarzyszeń. Jednak stowarzyszanie się to przywilej obywatela, a nie jego obowiązek. Korzystanie z podstawowych swobód musi się demonstrować przede wszystkim w odniesieniu do jednostki,a nie grup. Dlatego też postulaty niektórych archeologów, że współpraca możliwa jest tylko z grupami oficjalnie stowarzyszonymi to także moim zdaniem objaw degenracji. Poszukiwacz zrzeszony czy niezrzeszony powinien mieć takie same prawa. Dlatego propozycje jakichś legitymacji, glejtów itp. dla poszukiwaczy uważam za poroniny pomysł. Prawo chodzenia z wykrywaczem musi realizować się wprost na podstawie przepisów i nie może być obciążane jakimś kolejnym obowiązkiem zrzeszania się lub rejestracji.
Przy okazji - jakie korzyści mogą odnieść wszyscy w normalnym kraju, gdzie nie robi się sztucznego problemu z chodzenia z wykrywaczem, a niespodziewane znaleziska odkupują muzea, można przeczytać niżej: historia odnalezienia złotego naszyjnika z epoki żelaza wartego 414 tys. euro przy okazji poszukiwań szczątków samolotu z drugiej wojny. Szczęściarz z tego brytyjskiego kolegi:))) Nie dlatego, że znalazł ten naszyjnik, ale dlatego, że żyje w normalnym państwie... Pracownik Britisch Museum, domyślać można się, że z zawodu archeolog, nie pluł jadem i nie straszył karą, lecz szczerze ucieszył się z niesamowitego odkrycia. Jakaż przepaść dzieli go od naszych archeologów i pracowników WKZ-etów, wyznających filozofię psa ogrodnika skrzyżowanego z funkcjonariuszem NKWD...:
http://www.rp.pl/artykul/9140,224048_Zloty_naszyjnik_zamiast_starej_blachy.html
Artur |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|